Historie

Ile jest warte życie Twojego ukochanego zwierzęcia?

Chciałabym nigdy nie mieć powodu, aby napisać ten tekst. Nigdy nie przechodzić tego wszystkiego. Ale stało się. Dostałam taki powód w zeszłym tygodniu.

63 złote – szorstko rzucił do mnie lekarz w całodobowej przychodni weterynaryjnej. Widać po nim było, ze marzył o spokojnej zmianie, a my, zjawiając się około północy z Jerrym zawiniętym w koc, zdecydowanie mu te noc popsuliśmy. Za co te 63 zł? Kalkulacja jest prosta: lekarz waży ciało psa i liczy 10 zł za każdy kilogram. To koszt utylizacji zwłok.

Kazał położyć pieska na wagę, odwinął lekko koc, aby rzucić okiem i zapytał się czy chcemy zabrać obróżkę. W tym samym momencie ja zaczęłam wyć z bólu, a Paulo zaczął krzyczeć na mnie, że mam natychmiast odwrócić wzrok.

A teraz leżę w łóżku, jest druga nad ranem, ale nie potrafię spać. Kilka dni po wypadku wciąż nie jestem w stanie pojąć jak to jest, że umiera pies, ukochany przyjaciel i jedyne, co pozostaje to zawieźć go do weterynarza, zapłacić za usługę i zamknąć za sobą drzwi. Nie ma żadnego pożegnania, chwili sam na sam, podniosłych słów. Był sobie pies, spędzał z Tobą każdą chwilę, 24h/dobę, a tu nagle go nie ma. Znika, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pozostają jego zabawki, głupkowaty piszczący kurczak, posłanie, miska, psi paszport. Tyle.

Jerry, jak na takiego małego psiaka, miał niezwykle emocjonujące życie. Urodził się w Brazylii, razem ze swoim psim bratem i tatą przebył długą drogę samolotem, aby przeprowadzić się do Polski. Wjechał na Gubałówkę, odbył z nami kilka niezapomnianych podróży, dalszych i bliższych. Niezliczone przejażdżki samochodem, spacery, wizyty.

Nie będę się rozpisywała jakim był wspaniałym psem. Był po prostu najbardziej niesamowitym stworzeniem na ziemi. Jak każdy pies dla swojego kochającego właściciela.

Psy to najlepsi ludzie.

Zginął podczas wieczornego spaceru dookoła rynku w Krzeszowicach. Potrącony przez samochód, którego kierowca postanowił urządzić sobie nocny pościg po ulicy położonej tuż przy rynku, nie bacząc na znaczne ograniczenie prędkości.

Po potrąceniu nawet się nie zatrzymał, pojechał dalej.

I ta jedna, anonimowa osoba zdołała w ułamku sekundy doprowadzić całą rodzinę do łez rozpaczy.

Płaczą rodzicie Paula, którzy właśnie wrócili z Brazylii i w najgorszych snach nie przyszłoby im do głowy, że od progu nie rzuci się na nich ukochany pies, którym opiekowali się na codzień. Dla nich ta sytuacja jest najtrudniejsza do zniesienia.

Płacze Paulo, płaczę ja, nawet moja mama płacze.

Już sama nie wiem czy ze smutku, czy już bardziej ze złości na to, co się wydarzyło.

Rozmawiamy o tym, że trzeba uczyć się wybaczać, idą święta, ale chyba na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie.

To zadziwiające, ile osób może cierpieć w żałobie po jednym maleńkim psie, prawda?

Ale wiecie co? Płaczmy! Płaczmy ile wlezie! Za dużo jest na tym świecie znieczulicy, agresji i bezduszności, żeby nie uronić chociaż jednej łzy.

A Wy, ludzie o wielkich sercach, kochajcie dalej swoich braci mniejszych. Zwierzęta to najlepsi ludzie na świecie.

Autorem tego rysunku są oczywiście Psie Sucharki

www.facebook.com/psiesucharki/


Dziękuję Ci za lekturę.


W cyklu Historie czytaj też: 

Brazylijska rodzina, która nigdy nie weźmie udziału w karnawale.

 

 

Tags:

One comment

  1. Myślę, że dobrze, że o tym piszesz. I tak jak mówisz, płaczcie, bo zbyt często uciekamy od płaczu, od zetknięcia się z negatywnymi emocjami, a to prowadzi tylko do tego, że zamykamy się w sobie i mur między nami, a światem staje się większy i większy.

    Mam nadzieję, że Wasz piesek ma się teraz dobrze i że znajdziecie swoje ukojenie w odpowiednim czasie.

    Trzymajcie się ciepło,
    Słomka

Leave a Reply

Your email address will not be published.