MOIM ZDANIEMPODRÓŻE

2017 – czas Cię zgrabnie podsumować, zamknąć za Tobą drzwi i iść dalej.

Czy 2017 był przełomowy? – w pewnym sensie tak. Czy był trudny? – w porównaniu do 2016 był trudnym rokiem (pomimo tego, że tym razem nie rodziłam dziecka).

Miało nie być tego tekstu, ale jest. Jak to bywa w przypadku osobistych tekstów, po prostu wylał się ze mnie na papier 😉 Bardziej z chęci podsumowania minionego roku, bo takie podsumowania często otwierają oczy i pozwalają przypomnieć sobie całe mnóstwo dobrych chwil, o których pamięć gdzieś wyparowała. Pozwalają docenić to, co mam, moje osiągnięcia, dostrzec niepowodzenia i symbolicznie zamknąć za nimi drzwi. Było minęło. Amen. Można iść dalej. 

Dziecko zwane Lidką, czyli najtrudniejsza praca świata

 

Drugi rok życia z Lidką był NIEZAPRZECZALNIE trudniejszy od pierwszego. Jak sobie przypomnę 2016, gdy tylko leżała, czołgała się, spała i jadła wszystko, a ja narzekałam, że jestem zmęczona,… gdybym tylko wiedziała, co mnie czeka w przyszłości! Obecnie dziecko staje na głowie w dosłownym słowa tego znaczeniu. Biega, krzyczy, wychodzi drzwiami i oknami, niczego się nie boi, buntuje się co 5 sekund, ciągle czegoś odmawia: snu, jedzenia, przytulania, mycia… Rozwala chatę, wpędza nas w życie w chaosie i budzi nas wkładając nam paluchy do oczu i nosów. Wrzuciłam życiowy szósty bieg i robię, co mogę, aby nadążyć za tą małą rakietą, zapewnić jej towarzystwo oraz bezpieczeństwo.

Podróże z nią też stały się trudniejsze, szybciej się irytuje, nie usiedzi w spokoju kilku minut, trzeba mieć oczy dokoła głowy, aby jej nie zgubić. To wykańczająca praca, ale…

Najbardziej w świecie satysfakcjonująca. To, jak takie małe dziecko okazuje miłość, czułość i przywiązanie, nie da się tego porównać do czegokolwiek innego na świecie. To, jak się z nami komunikuje i uczy od nas kosmosu nowych rzeczy co dnia.. to najlepsza nagroda za rodzicielskie trudy. A odkąd zaczęła mnie bezinteresownie przytulać i całować, wywołuje u mnie nieustanne łzy wzruszenia. 

Wniosek na 2018? Dzieci są super (może nawet zdecydujemy się kiedyś na kolejne), a praca przy nich jest turbo ciężka, ale też najbardziej w świecie satysfakcjonująca. Więź z dzieckiem to zupełnie inny rodzaj relacji z drugim człowiekiem, niż jakakolwiek relacja do tej pory.

A jeśli chodzi o związek…

w kwestii jedzenia nigdy się nie dogadamy 😉

Z roku na rok robi się trudniej, prawda? To już nie są te kwiatki i motylki, co na początku. Jest trochę nieporozumień, duuuużo pracy nad małżeństwem i bliskością, dużo zmęczenia wywołanego nadmiarem obowiązków.

Pewna jestem jednego, ten rok uczynił nas silniejszymi, niż dotąd, ciężkie wydarzenia zbliżyły nas do siebie jeszcze bardziej, a końcówkę 2017 spędziliśmy trzymając się za ręce, i spacerując dokoła Wieży Eiffla, co było dość miłym, słodkopierdzącym doświadczeniem.

Myślę sobie, że jesteśmy parą bardzo dobranych ludzi i naprawdę wierzę, że będziemy razem do końca. Inaczej musiałabym znów zacząć chodzić na randki, a chyba już nie mam na to siły 😉

Wniosek na 2018? Dalej chodzić razem spać, dalej razem pracować i motywować się nawzajem. Dawać z siebie jak najwięcej, nawet jeśli pada się na twarz. Szczerze rozmawiać o każdym problemie. 

Podróże to my

 

Drugi rok naszego rodzinnego podróżowania upłynął nieźle. Była Brazylia, Portugalia, 4 duże objazdówki po Europie, góry zimą, morze latem…a może na odwrót? W podróży spędziliśmy ok. 144 dni, czyli ponad 1/3 roku.  

Zakochałam się w Lizbonie, spędziłam mnóstwo czasu z moją ukochaną rodziną w Brazylii, zjechałam Chorwację wzdłuż i wszerz, widziałam najpiękniejsze europejskie miasta w lecie i w zimie. Dobry był to rok. 

Końcówka trochę nas sprowadziła na ziemię, ze względu na ciągnące się w nieskończoność oczekiwanie na nową kartę pobytu P. w Polsce, musieliśmy zrezygnować z zaplanowanego i wyczekiwanego wylotu na Islandię oraz planów zjechania Azji na początku 2018. Już się z tym jednak pogodziliśmy. Jak tylko wszystko się wyklaruje, niezwłocznie ruszamy dalej! 

Plany na 2018? Jak tylko będziemy mogli wylecieć z Polski – zwiedzić w końcu tę nieszczęsną Islandię! (mój nr 1 na liście podróżniczej). Skierować nasze kroki trochę bardziej w stronę Azji i Afryki, niż Ameryk. Być może, zaaplikować o wizę tajlandzką dla cyfrowych nomadów. Więcej info o tej wizie tutaj: digital-nomad-visa-finally-introduced-in-thailand-with-a-4-year-duration/ 

Podróżować śmiało i pokazywać rosnącej Lidce świat!

Sztorm w życiu zawodowym

zalety pracy zdalnej na załączonym obrazku

Pod koniec marca, mój ukochany, wyśniony hostel poszedł w odstawkę, czyt. sprzedałam moje udziały w nim. Trochę już zdołałam o tym zapomnieć, ale kosztowało mnie to sporo stresu. Były nieprzespane noce, były stany lękowe, był płacz. Najbardziej w tym wszystkim wspierał mnie mój mąż. 

Dlaczego sprzedałam hostel? Aby zrobić miejsce dla innych projektów, aby zacząć coś nowego, aby być bliżej córki, aby móc podróżować… Stanęła przede mną perspektywa pracy w 100% online i wybrałam ją, choć nie bez wahania. W końcu hostel zbudowałam od podstaw, był moja pierwszą w życiu firmą i kosztował mnie sporo pracy i wyrzeczeń. 

Nie zamieniłabym życia, którym żyję na nic innego (chociaż często wymaga ono ode mnie dawania z siebie 101%: pracy po godzinach, opieki nad dzieckiem, załatwiania tysiąca spraw, bo Paulo rzadko kiedy jest w stanie się dogadać po angielsku w Polsce). Cenię sobie codzienne poranki z rodziną, brak konieczności stania w korkach, wieczne podróżowanie, możliwości rozpoczynania nowym projektów co rusz, brak korporacyjnego wyścigu szczurów i szefa, który uprawia mobbing i wykorzystuje pracowników. 

Obecnie całkowicie zaangażowałam się w firmę, którą rozpoczął Paulo, udało nam się przekształcić jej część w agencję, która będzie działała nie tylko w Brazylii, ale też w Polsce i USA i mocno przeorganizować struktury, aby Paulo miał więcej czasu na proces twórczy, a nie na zajmowanie się każdą firmową pierdółką. Jesteśmy w trakcie dobrych zmian. 

Zaczęłam też pracę nad kolejnym własnym dzieckiem, czyli kursem online na temat tego, co robię na codzień. Będę w tym kursie uczyć jak sprzedawać własne produkty online, zarabiać na wiedzy i jak budować własne kursy. Jeśli chcesz wiedzieć więcej na ten temat – śledź moje social media! 

Plany na 2018? Postarać się pracować w bardziej uporządkowanych godzinach, wstawać wcześniej (haha), rozgryźć w jaki sposób efektywnie szukać niań w podróży.

O mamo, mam bloga!

No właśnie, własnie… Vamily ruszyło jakoś w czerwcu. Długo za długo czaiłam się z projektem, ale w końcu ujrzał światło dzienne. I bardzo mi się podoba. Podoba mi się pisanie, przelewanie myśli na papier, nawiązywanie nowych relacji, nauka ciągle nowych, okołoblogowych umiejętności. Blog to z pewnością jeden z moich priorytetów. W 2018 chcę ćwiczyć moją regularność w pisaniu. Chcę pisać więcej, nagrywać więcej na vloga, stworzyć kolekcję przewodników, może wydać książkę. Marzę o tym, aby zbudować wspaniałą, zaangażowaną społeczność wokół tej strony, trzymaj kciuki i bądź tu ze mną, bo staram się jak mogę, staję na głowie!

Cieszy mnie każdy mały, blogowy sukces: każdy komentarz, każdy e-mail od czytelniczki/czytelnika, każde polubienie i udostępnienie. Blogowanie jest super, polecam je każdemu!

Mój rozwój

Jak wiesz, uwielbiam kursy i naukę online. Zrobiłam w tym roku kilka nowych świetnych szkoleń. Najlepiej z nich wspominam kursy Tomka Tomczyka: MasterClass: Blogger oraz MasterClass: Blogger & Biznes. Z ręką na sercu polecam Ci te szkolenia jeśli, tak jak ja doskonalisz się w blogowaniu. Tutaj więcej info: MasterClass: Bloger

Z niecierpliwością czekam też, aż zasiądę do blogowego kursu Uli Phelep, którą bardzo podziwiam. Odkryłam też calutki świat online, w którym ludzie się uczą i inspirują nawzajem. Odkryłam podkasty, które nałogowo słucham na spacerach z Lidią, a najbardziej z nich lubię Ariadnę Wiczling, odkryłam Martę Krasnodębską i jej niesamowitą, wspierającą grupę na FB , a także ciepłą i zawsze pomocną Madzię Bek. Całą rzekę ludzi, którzy inspirują i pchają do działania. Jak to możliwe, że nie wiedziałam wcześniej o tym wszystkim??

Bardzo mocno poprawiłam moje umiejętności fotograficzne, co możesz zobaczyć na moim Instagramie: vamily_blog . Fotografowanie stałą się trochę moją pasją i cały czas się w nim doskonalę. 

Ciężkie chwile

W 2017 po raz pierwszy poznałam smak utraty kogoś z bliskiej rodziny, odeszła moja Babcia. Jej pogrzeb był bardzo ciężkim doświadczeniem dla wszystkich, a jej ostatnie dni też nie należały do najłatwiejszych. Świadomość, że ciężko chorowała, bardzo cierpiała i była przykuta do łóżka sprawiła, że przyszło też poczucie ulgi, że jej cierpienie ustało i może teraz spotkać się z dziadkiem. Pamiętamy o Tobie, Babciu!

Drugi Dziadek ciężko choruje, ma nieustanne problemy z drożnością żył, które spowodowały, że amputowano mu część stopy. Potem zaczęły się problemy z sercem. Cały ten rok był jego walką o zdrowie i życie bez bólu i nieustannym zamartwianiem się, czy lekarze będą w stanie pomóc, czy bezradnie rozłożą ręce. Dużo zdrowia, Dziadku!

Odszedł też nasz ukochany pies, Jerry. Nagle, w grudniu, potrącony przez samochód. Jego śmierć była cierpką szkołą życia. Dotychczas nie wiedziałam, że utrata zwierzęcia przynosi ze sobą aż tak wielką żałobę. Tęsknię za nim każdego dnia, non stop. Powstał o nim ten tekst na blogu.

Nowe, dobre znajomości

Po tym, jak zostałam mamą, trochę zaryłam się w swojej skorupie. Przez pierwszy rok nie poznałam nikogo nowego i przez chwilę miałam wrażenie, że już nigdy nie przyjdzie mi nawiązać nowych znajomości. Trochę cierpiałam na baby bluesa, trochę czułam się źle w swoim ciele, trochę wmawiałam sobie, że relacja z mężem wystarczy mi za wszystkie inne. 

2017 przyniósł wielkie zmiany w tej kwestii. Głównie dzięki blogowaniu (ale i nie tylko), poznałam wspaniałe dziewczyny i, chociaż brzmi to trochę wariacko, cieszę się jak nigdy dotychczas z nowych znajomości (mawiają, że z wiekiem nowe relacje przychodzą coraz trudniej). Najbardziej cieszę się, że poznałam naprawdę świetne babki: 

Justynę Fabijańczyk z bloga Cyfrowi Nomadzi ,dzięki której udzieliłam pierwszego w moim życiu wywiadu, zrobiłam pierwszy live, z którą każdy kontakt i rozmowa to wielka przyjemność oraz wzrost mojej wiary w siebie. 

Karolinę Walochę, która wprowadziła mnie w świat Ambasady Krakowian ,zabrała mnie w góry i napisała ze mną ebooka o miejscach przyjaznych dzieciom w Krakowie. 

Anię Ługowską-Tabaj z bloga Tabayka oraz Jolę Rybińską z 52 weekendy, z którymi łażenie po Krakowie i niekończące się rozmowy o blogowaniu to coś, na co nieustannie czekam!

Pat Słomską z bloga Travel Slow za super grupę Babki w drodze, facebookowe rozmowy i planowane spotkania.

Dziękuję też Oli Zarzeczańskiej, z którą odnowienie znajomości było bardzo miłym dla mnie akcentem w mijającym roku. 

Chcę patrzeć tylko w przyszłość!

Nie oglądać się już za bardzo wstecz. Odnoszę wrażenie, że w 2017 wydarzyło się sporo trudnych rzeczy i nie obrażę się, jeśli 2018 będzie trochę lżejszy. Ale nadal wygłaszam peany na temat Lidki i Paulo. To, że są zdrowi, bezpieczni i blisko to dla mnie najważniejsza rzecz na świecie. 

Jeśli na coś liczę, to na sporo nowych podróżniczych możliwości. W końcu jeszcze kawał świata nam został do zobaczenia! 


Jest taka piosenka z musicalu Rent, idzie tak:

Five hundred twenty five thousand six hundred minutes.
Five hundred twenty five thousand moments so dear.
five hundred twenty five thousand six hundred minutes.
How do you measure,
Measure a year?

In daylights?
In sunsets?
In midnights?
In cups of coffee?
In inches, in miles, in laughter, in strife?

In five hundred twenty five thousand six hundred minutes.
How do you measure a year in a life?

A Ty, w jaki sposób mierzyć rok swojego życia? Jakie miary są dla Ciebie najważniejsze?


Dziękuję Ci bardzo za przeczytanie i życzę wspaniałego 2018, niech marzenia się spełniają bez końca! 

Karolina

A do poczytania na Nowy Rok podsyłam: 

Miasta w Europie, które koniecznie musisz odwiedzić w 2018 roku. Część I

Miasta w Europie, które koniecznie musisz odwiedzić w 2018 roku. Część II

Chcę pomieszkać chwilę w mieście moich marzeń. Jak się do tego zabrać?

 

Co wybrać: hotel czy Airbnb? Porównanie krok po kroku.

 

8 comments

  1. […] 2017 – czas Cię zgrabnie podsumować, zamknąć za Tobą drzwi i iść dalej. […]

  2. Hej. Trafiłam tu do ciebie przez przypadek i chyba będę już wpadała 😉
    Miałaś bardzo interesujący rok pomimo tej utraty babci. Rozumiem cię doskonale, bo moi rodzice już nie żyją dobre kilka lat. Ale myślę, że zawsze będzie z tobą.
    Co do podsumowania to życzę ci by ten był jeszcze lepszy niż 2017

    Buziaczki i zapraszam do mnie w wolnej chwili
    https://designyourhappylife.com/

    1. Dziękuję Ci bardzo, wybacz, że dopiero teraz odpisuję, trochę zagubiłam się w komentarzach i miałam problem z Disqusem;)
      Już do Ciebie pędzę!
      Buźka

  3. Świetne podsumowanie! Tylko energii jest w tym wpisie, że sama mam ochotę zacząć działać, już, teraz! Będę wypytywać Cię o te kursy z prowadzenia bloga, jestem ich bardzo ciekawa! Ja teraz zaczęłam kurs fotografii online, bardzo sobie chwalę!

    Buziaki!

    P.S. Jest mi ogromnie miło, że o mnie tu wspomniałaś <3 <3 <3 Nie mogę doczekać się spotkania!

    1. Kursy online uwielbiam, mogę polecić ich tysiąc pięćset;) Musisz mi napisać jaki robisz kurs foto! Mi się też marzy kurs z edycji filmów, bo ciągle z tym kuleję!

  4. Mi na dniach stuknie roczek brazylijskiej emigracji… Z tego względu to był chyba najbardziej szalony rok w życiu. Jeszcze na początku stycznia mówiłam wszystkim w Polsce, żeby nie panikowali, bo przecież bilet kupiłam w dwie strony, choć od początku miałam cichą nadzieję, że z powrotnego nie skorzystam. Co ciekawe, jednocześnie, pomimo zawirowań i stresów związanych z wizą, pracą, przeprowadzką i zupełnie nowym życiem w obcym miejscu, gdzie jeszcze niedawno nie rozumiałam ludzi na ulicy, to był bardzo spokojny, stabilny i dobry rok. Szczęśliwy. Chyba ktoś mnie pilnuje. Oby więcej takich!
    No i tak, jak nigdy nie robię podsumowań, to się uzewnętrzniłam publicznie 😉

    1. Jestem mega ciekawa wielu rzeczy! Jak się nauczyłaś porządnie portugalskiego, gdzie znalazłaś pracę, jak znosisz upały, chyba musimy zrobić wywiad:D
      I co, po roku postanowiłaś, że zostajesz?
      Myślę, że gdybym miała taką okazję, to też z chęcią pomieszkałabym dłużej w Brazylii, ale Paulo na razie nie chce tam mieszkać i szanuję jego decyzję. Ale gdyby pojawiła się opcja, pierwsza stałabym z walizką w progu!

      1. Możesz pytać, o co chcesz! 🙂

        Portugalski umiałam na początku w wersji “Kali kochać” i choć moje książki były niby do wersji brazylijskiej, to niestety nie przygotowały mnie do życia tutaj, bo nie zawierały słów, które padają najczęściej (cara, mano, valeu…). Nadal kaleczę, nie wypultam z siebie babcia i dziadek, jak mówię “pão” ludzie chichoczą pod nosem i czasem patrzę na ludzi oczkami wielkimi jak talerze, bo nie mam pojęcia, co do mnie mówią. Także niestety “porządnie” jeszcze nie jest, ale chyba robię postępy.

        Upały są złe, ale jeszcze gorzej znoszę chłód! Są takie dni, że lokalsi w krótkich gaciach, a ja wyciągam skarpetki i sweterek…

        Praca natomiast poniekąd sama mnie znalazła. W tej kwestii było to prostu wielkie szczęście i zbieg okoliczności, że po stażu zapytali, czy chcę zostać.

        Można zrobić wielką listę negatywów Brazylii, ale wciąż uwielbiam tu być 😀

Leave a Reply

Your email address will not be published.