MOIM ZDANIEMPODRÓŻE

Najpiękniejsze podróże to nie zawsze te w najdalsze zakątki świata

Kiedy myślę o najpiękniejszych podróżach w moim życiu, od razu przychodzą mi na myśl zalane słońcem poranki, bardzo wczesne, bo sen przerywały uciążliwe muchy siadające na twarzy i na rękach. Widzę miauczące pod drzwiami sieni koty i krzykliwą, prawie 80 letnią babcię szurającą kapciami po zakurzonym podwórzu.

Dziś opowiem Ci o moich najpiękniejszych wspomnieniach, które mają już ponad 20 lat, a wciąż do mnie powracają, ba, nawet ostatnio nawiedzają mnie w snach!

Wypiszę kilka tych, które pierwsze przychodzą mi na myśl, ale mogłabym opowiadać te historie w nieskończoność, wydobywając z zaułków mojej pamięci ciągle to nowe wspomnienia.

A Ty przeczytaj i powiedz mi koniecznie czy też masz takie swoje historie i czy masz ochotę się nimi podzielić ze mną!

Scena 1

Jestem bardzo mała, kilkuletnia i siedzę w niewielkiej plastikowej misce wypełnionej ciepłą wodą z mydlinami. Znajduję się w głównym pokoju starego wiejskiego domu. Po mojej prawej widzę starodawny kuchenny piec na drewno, na którym babcia nagrzała mi wody do kąpieli i teraz szoruje moje plecy. Nad piecem wisi maleńka półka z butelką szamponu Bambi i charakterystyczną żółtą kaczuszką. Po mojej lewej stronie widzę dwa łóżka z górami pościeli na nich, niebotycznie wręcz wysokie i przypominające trampoliny, maleńki telewizor oraz nieśmiertelną maszynę do szycia marki Singer, która w przeszłości stanowiła narzędzie pracy mojej prababci. 

Babcia po wyszorowaniu mnie, wsadza mojego młodszego brata do tej samej wody i myje także niego. Po czym kładzie nas w jednym z niewiarygodnie sprężystych łóżek i sama ładuje się do drugiego. Dorzuca drewna do pieca i opowiada na dobranoc bajkę, zawsze tę samą: o kotku i kogutku.

Dom należał do moich pradziadków. W maleńkim wiejskim domku wychowali stado dzieci i wypuścili je w świat. Pod koniec życia moja prababcia mieszkała tam sama w ciepłej części roku, a my w okresie wakacyjnym często ją odwiedzaliśmy. Pamiętam nadszarpnięte zębem czasu pomieszczenia gospodarcze, pamiętam niesamowity tajemniczy ogród przed domem, który w pewnym momencie wyrósł bujnie, pozostawiony samemu sobie. Pamiętam podwórze pełne aut, gdy zjeżdżała się rodzina i długie letnie wieczory, kiedy wystawiało się na zewnątrz krzesła i stoły, a tłumy schodziły się, aby zrobić grila i posiedzieć do rana. Pamiętam zewnętrzny kranik, do którego trzeba było pójść po wodę, wyszorować zęby i umyć naczynia.

I oczywiście pamiętam prababcię, której nie ma już od kilku dobrych lat. Pamiętam jej brązowe, kryjące rajstopy, pamiętam bardzo precyzyjnie upięty koczek, długie spódnice i to, jak cieszyła się na każdy nasz przyjazd i mówiła do mojej mamy “Dorotko”.

Scena 2

Wchodzę powoli w wiek dojrzewania, na kolejne wakacje na wsi szykuję się dość precyzyjnie: muszę koniecznie mieć japonki, bardzo postrzępione jeansowe szorty i białą górę od bikini. Całe wakacje mam zamiar wcielać się w Britney Spears w teledysku “Don’t Let Me Be The Last To Know”. Chcę wyglądać jak ona, wspinać się na drzewo jak ona i śpiewać jej pieśń, której tekstu nauczyłam się z magazynu Bravo.

Tuż po przyjeździe na wieś znajduję idealne drzewo tuż za stodołą, więc z dala od oczu dorosłych, wspinam się na nie i pieję dzień w dzień. Kocham śpiewać najbardziej w świecie, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że nie umiem. Moja przygoda piosenkarki kończy się, gdy przyuważa mnie któryś z sąsiadów idących w pole i zaczyna żartować z moich talentów.

Moją karierę piosenkarską uważam za zamkniętą i przerzucam się na inne zajęcia, które nie wymagają torturowania całej okolicy moim głosem.

Scena 3

Mam może z 10 lat i siedzę na starym łóżku w piwnicy. Na kolanach trzymam pieska, kundla o imieniu Romeo (moja kuzynka nazwała go tak, bo gdy został przywieziony do domu po raz pierwszy, chodził i wąchał wszystkie kwiatki dookoła). Z oczu lecą mi łzy, ubolewam nad tym, że wracam do domu i muszę Romea opuścić. Patrzę mu głęboko w oczy i uroczyście przysięgam, że wrócę do niego w kolejnym roku.

Przypominają mi się inne zwierzęta gospodarskie, którym za każdym razem starałam się polepszyć los. Koty dokarmiane szynką wykradaną przeze mnie z lodówki oraz mlekiem. Pies ochroniarz trzymany w budzie, któremu codziennie nosiłam wodę oraz miskę pełną resztek z obiadu: ziemniaków, mięsa, zupy, ryżu. 

Krowy, które uczyłam się naganiać z pola i które dawały ciepłe, tłuste mleko. Świnki, które dokarmiałam mieszając suchą paszę z wodą i wlewając papkę do koryta. Kury, które wganiałam wieczorem do obory, ciasnej i pełnej owadów. Kaczki, które ciągle uciekały przez płot i maleńkie kaczuszki, które zawsze próbowałam wziąć do rąk, aby pogłaskać ich puchate główki. 

Teraz, gdy pokazuję Lidce karty ze zwierzętami gospodarskimi, przypominam sobie o tych wszystkich zwierzakach, z którymi obcowałam za dzieciaka. 

Scena 4

Mam kilka lat, moją ulubioną zabawą jest siedzenie w wodzie przez cały dzień. Mama bierze sporą metalową balię, która normalnie służy jako miska do picia dla koni i krów, wypełnia ją po brzegi wodą i wsadza do środka mnie i mojego brata, Kubę.

Dołączają do nas kury i kaczki, przychodzą pochlupać się razem z nami. Tak samo okoliczne dzieciaki. W bali jest tłoczno i brudno, a pod koniec dnia jesteśmy wymęczeni po czubek głowy, ale musimy zakończyć naszą zabawę, ponieważ balia jest potrzebna do pojenia zwierząt.  Zgadzamy się co do jednego: to jest najlepsza zabawa na świecie i niepotrzebne są nam wielki dmuchane baseny i inne bajery.

Scena 5

Zwyczajny, ciepły, letni wieczór. Balkon jest otwarty, w tle słychać odgłosy przejeżdżającego w oddali pociągu (dźwięk, którego nigdy nie zapomnę), mama robi kolację, serwuje herbatę z cukrem i cytryną w szklankach ubranych w plastikowe, czerwone koszyczki. Pokój wypełnia się ludźmi, wujek wraca z pola, przychodzi “babka”, która jest rodzinną legendą: przeżyła prawie sto lat w świetnym zdrowiu, nawet pod koniec życia pijała gorzałkę bez popitki, chodziła w pole kopać ziemniaki i uważała, że częste mycie szkodzi – do wanny była wsadzana zazwyczaj siłą. W telewizji leci Niewolnica Isaura, czy też inna z super popularnych wtedy telenoweli, które sprawiały, że wieś zamierała dzień w dzień o tej samej godzinie.

Jemy chleb, który bezgranicznie uwielbiała moja mama. Piekarnia, w której był on świeżo wypiekany nazywała się “Okęcie” i często chadzaliśmy do niej skrajem drogi po cieplutkie bochenki. Ciocia kładzie na ten chleb świeżo smażone, jeszcze ciepłe jabłka, czyniąc z niego najwspanialszą kolację na świecie.

Scena 6

Lato, podczas którego moja mama wpada w obsesję (jak zresztą połowa kraju) na punkcie płyty Kayah i Bregovića. Słucha ich piosenek bez przerwy. Dzień i noc głos Kayah rozbrzmiewa z głośników.

Płyta została wydana w 1999 więc miałam wtedy 9 lat. Nigdy wcześniej nie słyszałam takiej muzyki i niektóre utwory wywoływały we mnie niepokój, a wręcz się ich bałam! Uciekałam z pokoju, gdy leciały. Szczególnie “Jeśli Bóg Istnieje” oraz “Nie Ma, Nie Ma Ciebie”.

Polska wieś zawsze wywoływała we mnie trochę niepokoju. Te stare, opuszczone gospodarstwa, wyjące po nocy psy, opowieści o studniach ukrytych w środku lasu, “legendy wiejskie” i ludzkie wierzenia.

Nasłuchałam się za dziecięcia opowieści “starszyzny”, nasłuchałam się albumu Kayah i w efekcie drżałam ze strachu za każdym razem, gdy mijaliśmy pewien stary, rzekomo nawiedzony dom. Dziś mam zdecydowanie bardziej pozytywne odczucia w stosunku do tej płyty. Często do niej wracam pomimo, że minęło już 18 lat. Jeśli to nie jest majstersztyk, to ja nie wiem co nim jest!

Scena 7

Jadę w końcu na prawdziwą, wiejską dyskotekę! Pozwolili mi! Zabiera mnie kilka lat starsza kuzynka. Jedziemy jakimś autem z kolegą kolegi, na miejscu ludzie pląsają dziko do “Jesteś szalona”, a następnie tańczą “wolnego w parach” do “Chcę tu zostać”. Piją tanie winko, zwane w pewnych kręgach jabolem. Takie wiecie, z woreczków lub z plastikowych butli.

Moja kuzynka nieco przesadza z ilością magicznego trunku i traci kontakt z rzeczywistością. Jakoś (niestety nie pamiętam jak) udaje mi się dostarczyć ją do domu i jestem strasznie dumna obwieszczając mojej mamie, że uratowałam sytuację i kuzynkę, a w dodatku jestem całkiem trzeźwa! Dodam tylko, że miałam wówczas jakieś 13 lat..

Scena 8,9,10,11,12,13,14,15…

Młodzi dorośli śmieją się i szaleją. Wyciągają grila, jedzą kaszankę, popijają piwem lub czymś mocniejszym. Są głośni do granic możliwości, z któregoś z polonezów leci muzyka. Na niebie wisi ogromny księżyc, chyba pełnia.

Dzieciaki, jak zwykle w kupie, biegają do utraty tchu, od rana do nocy. Mimo ciemności, skaczemy po sianie w stodole, szukamy skarbów za płotem, idziemy “na przedszkole” pobawić się na rdzewiejącym placu zabaw. Przełazimy przez sztachetowy płot, robiąc dziury w znoszonych t-shirtach. Przeżywamy nasze pierwsze przyjaźnie, zauroczenia. Żyjemy.

Moja mama, po cały dniu pracy (pomimo wakacji zajmowała się całym domem, sprzątała, gotowała obiady dla dużej grupy ludzi, przy okazji dokarmiając dzieciaki z biednych, wiejskich domów. Dbała o wszystkich i każdego z osobna) oznajmia, że czas dla niej. Robi kawę, siada na ławce za domem i głośno delektuje się chwilą, opowiadając, że nie ma nic lepszego niż takie popołudnia z kawą w słońcu na wsi i tęskni do nich cały rok.

Urządzam kuchnię polową na podwórzu. Podkradam kurom jajka, kupuję z wiejskim sklepie (który przypomina bardziej kontener niż sklep) sodę oczyszczoną, która bosko się pieni. Piekę ciasta z błotka, kanapki z liści, tajemnicze mikstury w dziurawych garnkach. Mogę tak całymi dniami.

Tata pakuje dzieci do auta, sadza nas po kolei na kolanach i pozwala kierować kierownicą po dróżce wśród pól. Mama krzyczy, że ma być ostrożny. My szalejemy z radości. Prowadzenie auta to szczyt naszych marzeń.

Biegnę na drugą stronię drogi, wujek czeka w sadzie pełnym jabłek. Zbieramy te jabłka i zajadamy się nimi, aż do bólu brzucha.

Dziś wujka już nie ma. Ciocia też odeszła. Odeszła prababcia, dziadek z babcią, niezniszczalna prawie stuletnia ciotka także. Te wszystkie osoby pozostały jedynie we wspomnieniach, które są tak żywe, że prawie namacalne, pomimo upływu wielu, wielu lat.

Byłam na 4 kontynentach. Byłam w kilkudziesięciu krajach, w niezliczonych miastach, ale gdy ktoś pyta mnie o najważniejszą podróż… pierwsze co przychodzi mi na myśl to te wakacje na wsi wiele lat temu, w innej jakby epoce, w innym świecie wręcz.

Wakacje na wsi rok 1995, 1996, 1997, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004…….

Ta beztroska, ta radość życia, ci wszyscy ludzie, którzy tworzyli jedyną w swoim rodzaju atmosferę. Sytuacje, zabawy, pomysły, które dziś zostałyby pewnie skrytykowane i uznane za skrajnie nieodpowiedzialne i nierozsądne, a wtedy były na porządku dziennym. 

Dziś marzę o tym, aby być w stanie dać mojej córce takie same dziecięce wspomnienia. Wykreować dla niej właśnie taką samą atmosferę beztroski, szczęścia i radości do utraty tchu.


Jeśli masz ochotę, zachęcam Cię do komentowania i opowiadania własnych ulubionych wspomnień. 


DZIĘKUJĘ CI ZA TWOJĄ UWAGĘ! JEŚLI CHCESZ POZOSTAĆ W KONTAKCIE,  DOŁĄCZ DO MNIE NA:

FACEBOOKU

INSTAGRAMIE 

YOUTUBE

DZIĘKUJĘ!
KAROLINA


Czytaj także:

Ciekawe i nietypowe miejsca w Polsce, które warto znać!

Co wybrać: hotel czy Airbnb? Porównanie krok po kroku.

Sztuka przetrwania – 10 zasad podróżowania samochodem z dzieckiem.

 

17 comments

  1. […] Najpiękniejsze podróże to nie zawsze te w najdalsze zakątki świata […]

  2. Piękne wspomnienia! <3 Chyba też powinnam gdzieś spisać swoje. 🙂

    1. Ja nigdy tego nie planowalam, ale okazało sie, że takie spisywanie to wielka przyjemność. Plus podobno poważnie wzruszyłam członków mojej rodziny 😉

  3. super 🙂

  4. Obecnie panuje swoisty kult, kto pójdzie dalej, wejdzie wyżej, zrobić coś ekstremalnego. A prawda jest taka, że często najpiękniejsze wspomnienia ma się z chwilami prostymi, ale przepełnionymi szczęściem.

    1. W punkt! Pozdrowienia 🙂

  5. Piękny wpis. Dla mnie najważniejszą podróżą, była ta przez życie z moim najdroższym synkiem, którego już niestety nie ma na tej ziemi, gdyż dołączył do aniołów czuwajacych nad nami gdzieś tam …

  6. Piękny wpis, ja miałam podobnie, wychowałam się na wsi i miło wspominam wakacje. Teraz mieszkam w dużym mieście, ale może kiedyś przeniesiemy się na wieś by moje dzieci również wspominały tak pięknie wakacje jak TY.;-)

  7. Przepiękny wpis dzięki, którym przypomniały mi się moje stare przeżycia. Dzieciństwo to piękny czas a ja mam wrażenie jakby tamte czasy były tak bardzo bardzo odległe. Nie było komputerów, komórek, dzieci latały po podwórkach a teraz to praktycznie zanika. Te wszystkie historie z dzieciństwa były takie urocze. Szkoda tylko, że nic praktycznie nie pamiętam i nie mam pojęcia czemu

    1. Mi niedawno wróciło przypominanie sobie. Może to z wiekiem wraca 😉

  8. Przepiękna, szczera opowieść!

  9. Wspaniałe wspomnienia. Niby codzienność, takie zwyczajne, ale jednak niezwykłe chwile 🙂

  10. Piękny wpis 🙂 masz absolutną rację, że o pięknie podróży wcale nie przesądza odległość. Mam wręcz poczucie, że im starsi jesteśmy, tym bardziej doceniamy te ulotne migawki, błyski z przeszłości.

  11. Te wakacje naprawdę wyglądaja jak z innej epoki 🙂 Tęskniez miejscem, w którym mogłabym tak odpocząć 🙂

  12. Piękny blog! Przyciąga uwagę <3

  13. A to ja mam podobnie, najmilsze podróże jakie pamiętam, to dłuższe wyprawy na działkę czy nad morzę, jak właśnie byłem dzieckiem. Przyjemnie się czytało, w zasadzie z każdym punktem łapałem się na tym, że sobie powtarzałem w myślach “pamiętam to”, “wiem, o co kaman”. Naprawdę przyjemny wpis;)

  14. Och.. rozbudziłas we mnie serwie wspolnien, ja tez z rozewnieniem wspominam sloneczne poranki i gonienie na bosaka po rosie, w rodzinnym domu, husnanie na huśwce zrobionej z opony i tarzanie się w koniczynach! zdecydowanie to jedne ze słodszych wspomnien. Choć z dorosłego zycia równiez posiadam piekne wspomnienia, kalifornia i wizyta w san francsko byla takich marzeniem z najwczesniejszych nastoletnich lat i za kazdym razem gdy mi smutno zamykam oczy i wspominam te momenty, wiec u mnie to sie rownowazy…

Leave a Reply

Your email address will not be published.