DZIECKO W PODRÓŻYPODRÓŻE

Bezpieczne przewożenie dziecka vs bzdury, które ciągle słyszę.

Do napisania tego tekstu skłoniły mnie tysiące kilometrów przebytych samochodem z dzieciakiem. Setki skrawków informacji wydobytych z sieci na temat dziecka w podróży. Dziesiątki artykułów eksperckich o fotelikach dla dzieci. Godziny spędzone na dopasowaniu odpowiedniego fotelika przez eksperta. Minuty oraz sekundy, które często dzielą nas od tragedii na drodze. Niezależnie od tego czy z naszej winy czy z cudzej.

Generalnie rzecz biorąc, nie za bardzo lubię stawać po żadnej ze stron w “matkowych” starciach. Wisi mi i powiewa czy rodziłaś naturalnie czy przez cesarskie cięcie. Jak wykarmiłaś tak wykarmiłaś. Oddajesz do żłobka, czy zostajesz w domu. Twoja sprawa. Wkurza mnie, że ludzie zabierają się za komentowanie i krytykowanie nawzajem swoich wyborów zamiast zająć się swoim życiem.

Jest jednak jedna rzecz, która rozgrzewa mnie do czerwoności, nastawia bojowo do świata i sprawia, że tracę czas na produkowaniu się na internetowych grupach dla mam i wdawaniu w dyskusje bez końca, które często obfitują w niewybredne słownictwo (jak już którejś zabraknie argumentów) oraz braki podstawowych zasad ortografii.

Mowa tu o przewożeniu dzieci w tzw. ‘poddupnikach’ lub ‘antymandatach’ czyli fotelikach samochodowych, które nie zapewniają bezpieczeństwa podczas podróży. 

Rodzice kupują foteliki z supermarketów, zrobione z lichego plastiku i styropianu. Foteliki bez żadnych atestów bezpieczeństwa, foteliki używane przez bliżej nieznane osoby, pozbywające się balastu na OLXie. 

Zapytani dlaczego nie zdecydowani się na bezpieczny fotelik używają kilku standardowych argumentów:

→Wszystkie bezpieczne foteliki są bardzo drogie. Nie stać mnie.

Otóż nie są. Na rynku jest sporo modeli bardzo zróżnicowanych cenowo. Są foteliki za ponad 2000zł, ale są też takie za 700 zł. Popatrz sobie chociażby na foteliki Joie.

Zamiast kupować fotelik antymandat za 200 zł, zaoszczędź trochę pieniędzy i kup taki za 700 zł. Często słyszę od matek, że nie stać ich na fotelik, ale wożą się nowym wózkiem za 2000. Dziwne, prawda? Zaoszczędź, odmów sobie kilku przyjemności, powiedz rodzinie, że zbierasz na fotelik i poproś o gotówkę na chrzciny i urodziny. Weź fotelik na raty. Bierzesz telewizor plazmowy, tak samo możesz kupić fotelik. Wierzę, że przy odrobinie woli znajdziesz sposób na zdobycie dobrego fotelika. 

→Testy to są bzdury. Na pewno są opłacane przez producentów, koncerny i nie są obiektywne.

Producenci chcą na nas zarobić! Tak, tak, jak ja kocham te teorie spiskowe na temat tego, jak to wszyscy producenci wszystkiego spiskują przeciwko ludziom i manipulują wszystkimi możliwymi testami i badaniami. 

Po prostu poczytaj sobie o teście ADAC. Jest to bardzo restrykcyjny test wykonywany w Niemczech, które słyną ze swojej dokładności i precyzji. Chodzi w nim mniej więcej o to, że ten test jest o ponad 50% bardziej restrykcyjny od obowiązujących obecnie norm bezpieczeństwa dotyczących fotelików. Dlatego jest punktem odniesienia jeśli chodzi o foteliki i jest respektowany w wielu krajach Europy i nie tylko. 

Super ważnym elementem ADAC są crash testy. Po prostu foteliki są poddawane symulacji, aby zobaczyć jak zachowują się w momencie wypadku i co dzieje się z manekinem włożonym do takiego fotelika. 

W opisie każdego fotelika szybko wyczytasz czy miał zrobiony ten test i ile uzyskał w nim gwiazdek. Każdy doinformowany, profesjonalny sprzedawca również będzie w stanie udzielić Ci takiej informacji.

Chyba warto wiedzieć czy wybrany przez nas fotelik w momencie zderzenia zgniecie nasze dziecko czy zapewni mu ochronę, prawda? 

→Nie jeżdżę daleko. 

A myślisz, że wszyscy uczestnicy wypadków drogowych są zawsze w dalekiej trasie? Zakładasz, że żadne wypadki nie przydarzają się ludziom jadącym kilometr do pobliskiej Biedronki albo przedszkola? 

→Jeżdżę bardzo uważne, jestem w stanie uniknąć wypadku. 

Największy bzduro-argument wszechświata. Możesz być najlepszym, najwspanialszym kierowcą na świecie, w którego wjeżdża ciężarówka, bo umęczony kierowca przysnął za kółkiem. Będziesz wtedy utrzymywać, że to nie miało prawa się wydarzyć, bo jesteś takim świetnym kierowcą? 

→Mojemu dziecku jest niewygodnie w bezpiecznym foteliku.

Wiesz, że dzieci bardzo szybko przystosowują się do warunków? Zauważyłaś, że zazwyczaj “bezpieczne” foteliki nie bardzo różnią się budową od “antymandatów”, no może jedynie materiałem? 

Największy bunt podnosi się w przypadku fotelików tyłem do kierunku jazdy. Nie wiem skąd przekonanie, że są takie niewygodne dla dzieci. Moja córka jeżdżąc tyłem ma o wiele więcej miejsca na nogi niż jeżdżąc przodem. Serio. 

Bez sensu jest też argumentowanie, że dziecko lubi patrzeć na drogę. Naucz je patrzeć w okno lub przez tylną szybę. Naprawdę, jeśli poświęcisz trochę czasu i cierpliwości na przyzwyczajenie dziecka, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie z radością jeździło tyłem. 

→W momencie wypadku to i tak nie ma żadnego znaczenia w czym jedzie dziecko.

Największy bzduro-argument wszechświata nr 2. Serio nie ma? Nie ma znaczenia czy np. fotelik nie da się zgnieść pomimo uderzenia, albo czy porządne pasy wytrzymają mocne szarpnięcie i utrzymają dziecko i ochronią je w efekcie nie wyleci z auta przez szybę? Serio nie ma to znaczenia?!? 

Dlaczego właściwie warto przewozić dziecko tyłem? 

Foteliki przeznaczone do jazdy tyłem, czyli w skrócie RWF zazwyczaj są przeznaczone dla dzieci do ok. 25 kg. Czyli Twoje dziecko pojeździ w takim do wieku ok 4/5 lat. I warto przewozić je w takim foteliku jak najdłużej od momentu, w którym wymienisz pierwsze nosidełko na fotelik. 

Zobacz dlaczego przewożenie tyłem jest bezpieczniejsze od przewożenia przodem. Poniższe video świetnie pokazuje symulację wypadku. Fotelik ustawiony tyłem do kierunku jazdy świetnie absorbuje siłę uderzenia i jest w stanie utrzymać dziecko w miarę stabilnej pozycji. Fotelik ustawiony przodem do kierunku jazdy zazwyczaj sprawia, że dziecko podczas uderzenia praktycznie zgina się wpół. 

TESTY ZDERZENIOWE

Widać różnicę, prawda? Żadne tam spiski producentów, po prostu tyłem jest bezpieczniej. 

Bierzmy przykład z Norwegów! 

Norwegowie przewożą dzieci tyłem do ok. 4 roku życia. I prowadzą dokładne statystyki na temat wypadków drogowych (takich statystyk brakuje w Polsce). Czy wiesz, że np. w 2015 roku w całej Norwegii nie zginęło w wypadku samochodowym ANI JEDNO DZIECKO do lat 10? To są niesamowite dane, prawda? Aż ciężko w nie uwierzyć. Norweska Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego Trygg Trafikk wskazuje używanie RWF jako jeden z głównych powodów takiego stanu rzeczy. 

W czym przewożę dziecko ja? 

Zdecydowałam się na fotelik Romer DUALFIX i-Size ISOFIX obrotowy 2018 (0-18 kg). Kosztował ok. 2000 zł, ale nie żałuję ani jednej złotówki wydanej. Zebrałam pieniądze z chrzcin oraz urodzin, powstrzymałam się od zakupu kilku drogich, zbędnych zabawek, sprzedałam niepotrzebny wózek 2w1 na rzecz małej spacerówki i pieniądze na fotelik się znalazły. 

Gdyby było to konieczne, wyprzedałabym połowę domu i zrezygnowałabym ze wszystkich moich przyjemności (nawet z kawy, dasz wiarę?!), aby zapewnić mojej córce bezpieczną jazdę. 

Tak więc następnym razem,

gdy zaczniesz przekonywać rodziców, którzy poszukują informacji na temat bezpieczeństwa przewożenia dzieci, że bezpieczny fotelik z atestem to zbędny wydatek, może lepiej nie mów/nie pisz nic. Czasem warto ugryźć się w język. 

A jeśli poszukujesz rzetelnej wiedzy o fotelikach w Polsce,

polecam Ci blog OSIEM GWIAZDEK,

facet naprawdę wie o czym mówi. 

DZIĘKUJĘ CI ZA TWOJĄ UWAGĘ! JEŚLI CHCESZ POZOSTAĆ W KONTAKCIE,  DOŁĄCZ DO MNIE NA:

FACEBOOKU

INSTAGRAMIE 

YOUTUBE

DZIĘKUJĘ!
KAROLINA


Poczytaj też:

Sztuka przetrwania – 10 zasad podróżowania samochodem z dzieckiem.

Wiza turystyczna do USA dla dziecka – krok po kroku

Vlog: Latanie z dzieckiem część I: lot międzykontynentalny -> przydatne info

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.